Podróż.Gozo.


Jeśli nie brać pod uwagę opłaty za moją własną głupotę, która podniosła nam ciśnienie zamiast porannej kawy na lotnisku, bo tej w związku z zaistniałą sytuacją nie zdążyliśmy wypić-podróż była szybka i przyjemna- uwielbiam bezpośrednie loty.

Na lotnisku czekało na nas wcześniej zarezerwowane auto ( w Avisie ale rezerwacja via rentalcars.com). Nasłuchaliśmy się i naczytaliśmy różnych opinii na temat sensu wypożyczenia auta na Malcie i peanów na cześć komunikacji publicznej, ale mimo wszystko zdecydowaliśmy się na takie rozwiązanie. Już pierwsza podróż z lotniska do miejscowości Cirkewwa skąd odpływają promy na Gozo utwierdziła nas w przekonaniu, że był to bardzo dobry wybór. To prawda, że nie dla każdego- ruch lewostronny i wąskie, kręte drogi mogą stać się koszmarem dla przeciętnego kierowcy- gdybym to ja miała prowadzić, musiałabym dołączyć do grona wielbicieli komunikacji publicznej. Prawdą jest też, że autobusy docierają praktycznie wszędzie- później okaże się, że praktycznie robi różnicę, bo dzięki posiadaniu auta udało nam się znaleźć miejsca, do których tłumy nie docierają a przede wszystkim- w czasie tygodnia zwiedzić i Gozo, i Maltę.

Autobusy są nowe i klimatyzowane:

 Malta ( państwo) składa się z siedmiu wysp, z czego tylko trzy są zamieszkałe: największa Malta (140 km linii brzegowej, często Polacy porównują jej wielkość do Krakowa), Gozo (47km) i malutkie Comino, które niegdyś było kryjówką piratów a dziś na stałe mieszkają tam zaledwie trzy osoby, choć przebywa znacznie więcej, bo na wyspie wybudowano dwa duże i mało ciekawe ( przynajmniej z zewnątrz) hotele. Mimo, że państewko jest takie malutkie, to tak naładowane zabytkami i miejscami, których nie można przegapić, że tydzień to naprawdę mało, szczególnie gdy jest się tutaj w sezonie i czas chce się podzielić na zwiedzanie i kąpiele w krystalicznej wodzie.
Jeśli zaczniecie zwiedzanie od Gozo, może wam się przytrafić jak mi, miłość od pierwszego wejrzenia do tej małej, uroczej, spokojnej wysepki a to trochę komplikuje sprawę.
Sama przeprawa promowa jest bardzo dobrze zorganizowana, promy kursują co 45 minut, bez problemu można przeprawić się z autem (opłaty tylko w drodze powrotnej, 4.65 EUR za osobę, 15.70 EUR auto z kierowcą). 



Gozo jest bardziej zielone, rolnicze, choć o tej porze roku mocno wysuszone. Mimo to krajobraz urzeka, małe miasteczka z jasnego piaskowca z charakterystyczną zabudową sprawiają wrażenie opuszczonych praktycznie o każdej porze dnia i nocy, przenikają się, co jest w ogóle charakterystyczne dla całej Malty. Jedynie maltańskie koty, których jest tu mnóstwo spacerują po wąskich uliczkach, przesiadują na chodnikach i urokliwych balkonach. Cisza, której tak bardzo ostatnio mi brakowało.

Przez booking.com zarezerwowałam na dwie noce apartament B&B Cusano w miejscowości Nadur. Miejscówka jest bardzo klimatyczna, bez specjalnych wygód, choć z niewielkim basenem. Prowadzi ją sympatyczny Włoch Antonio z Neapolu z żoną. Śmiało można przespać się dwie noce, choć nieco doskwierał nam brak klimatyzacji- przy hałasujących wiatrakach czuliśmy się trochę jak u nas na Błażeja.

https://www.booking.com/hotel/mt/b-b-cusano.pl.html?aid=311097;label=b-b-cusano-p95P8uLbw337H42BfarcEQS205945330979%3Apl%3Ata%3Ap1%3Ap2%3Aac%3Aap1t3%3Aneg%3Afi%3Atiaud-285284110726%3Akwd-317981720379%3Alp1011615%3Ali%3Adec%3Adm;sid=08b3f543fac705d7419c03b6805d5b75;dest_id=-18918;dest_type=city;dist=0;group_adults=2;group_children=0;hapos=1;hpos=1;no_rooms=1;room1=A%2CA;sb_price_type=total;sr_order=popularity;srepoch=1566741173;srpvid=6f0a619ae0d70038;type=total;ucfs=1&#hotelTmpl



Sam Nadur jest drugim co do wielkości miasteczkiem na Gozo i może stanowić dobrą bazę wypadową do zwiedzania wyspy, ale tak naprawdę oprócz urokliwego placyku z kościołem nie ma za wiele do zaoferowania.





 Na Malcie pozostało wiele śladów panowania Brytyjczyków: nie tylko lewostronny ruch, ale angielskie budki telefoniczne i skrzynki na listy a w restauracjach typowe English breakfast




 To, z czego słynie to dwie kultowe „bakery", które od dziesiątek lat serwują słynną maltańską ftirę i pizzę. Szczególnie Maxokk Bakery (ulica S.James) to miejsce, do którego od ponad osiemdziesięciu lat zjeżdżają ponoć smakosze również z Malty. Potwierdzamy, że gra jest warta grzechu- kultowa ftira z pieczonymi ziemniakami była po prostu genialna!  Warto jednak wcześniej zadzwonić i złożyć zamówienie, jeśli nie chce się czekać 30 minut na krawężniku ulicy przed lokalem -:) Cóż, załapaliśmy się na sjestę, więc i tak nie mieliśmy specjalnego wyboru. W zasadzie wszystkie restauracje mają na Malcie przerwę od 14.30 do 18.30, co warto brać pod uwagę planując dzień.



 Kinnie- kultowy słodko-gorzki, gazowany napój, którego przepis jest ponoć utrzymywany w ścisłym sekrecie od 1952r. W smaku wyczuwa się gorzkie pomarańcze i zioła- mi i Maciejowi smakował, Z&Z- zupełnie nie.
 F


Dzień kończymy na plażowaniu na Ramla Bay- największej i bodajże najładniejszej piaszczystej plaży na Gozo z charakterystycznym pomarańczowym piaskiem, niestety dzisiaj dość tłocznej. My i tak uciekamy na skałki, gdzie jest nieco mnie tłoczno.






Mimo, że podróż nie trwała zbyt długo to jesteśmy tak zmęczeni, że rezygnujemy z wyjścia na kolację. Robimy zakupy w jedynym na wyspie Lidlu i spędzamy wieczór w naszym B&B Cusano


Komentarze