Gozo. Dzień drugi
Zwiedzanie Gozo rozpoczynamy od niesamowitego kompleksu świątyń megalitycznych zwanego Ggantija,
położonego w miasteczku Xaghra. Nazwa wywodzi się z lokalnego folkloru i
jest związana z legendami na temat powstania wyspy. Niektóre z kamieni, z których
zbudowana jest świątynia ważą ponad 50 ton i mają ponad 5 metrów wysokości.
Mieszkańcy uważali, że tylko mityczni Giganci byli w stanie wybudować taki
kompleks.
Według legendy olbrzymka o imieniu Sansuna udała się do
miasta Ta’Cenc gdzie nałożyła sobie na ramiona olbrzymie kamienie i zaniosła je
do do Ggantija trzymając jednocześnie na rękach swoje gigantyczne dziecko, po
czym zbudowała kompleks świątynny i pozwoliła mieszkańcom na to by oddawali jej
cześć.
Legendy mówiące o tym, że pierwszymi osadnikami na wyspie
były „dzieci olbrzymki” czyli giganci mają wielu zwolenników. Według nich
kobieta wraz ze swoimi dziećmi żyła w lesie, aż pewnego dnia ktoś je uprowadził
a następnie porwał łodzią na pełne morze. Zrozpaczona matka rzuciła się do wody
z zamiarem uratowania dzieci jednak jej starania skończyły się tragicznie-gdy
dopłynęła do łódki żeglarze odcięli jej ręce a ciało cisnęli w błękitną
otchłań. Giganci zostali porzuceni przez porywaczy na terenie dzisiejszej Malty
i tam się osiedlili. Ta legenda, jak i kilka innych, została przedstawiona w
niewielkim Muzeum Archeologicznym, które zwiedza się przed wejściem na teren
kompleksu świątyń Ggantija.W muzeum uwagę zwracają również dwie kamienne
statuetki znalezione w czasie pierwszych wykopalisk.
Faktem jest, że są to najstarsze wolnostojące kamienne
konstrukcje na świecie- i tak zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa
UNESCO. Na terenie Malty odkryto kilkadziesiąt budowli megalitycznych, które
powstały zanim człowiek wymyślił metalowe narzędzia i koło ( czyli ponad 3500 r
p.n.e), zatem są starsze niż egipskie piramidy, Stonehenge czy posagi na
Wyspach Wielkanocnych. Najbardziej cenną jest Hypogeum Hal Saflieni, na Malcie, ale tu trzeba rezerwować bilety na
kilka miesięcy przed planowaną wizytą- dziennie wpuszczanych jest do obiektu
tylko 80 turystów, podzielonych na 10-osobowe grupy.
Myślę, że warto odwiedzić przynajmniej jedną z megalitycznych
świątyń i bardzo polecam właśnie Ggantiję. Jest jedną z lepiej zachowanych,
położna jest w bardzo urokliwym, spokojnym miejscu a przy tym bilety wstępu kosztują
1/3 ceny tych maltańskich. My kupiliśmy „Discover Gozo Family Ticket” ( 35 EUR
za rodzinę) gdzie w cenie mieliśmy kilka innych ciekawych zabytków na Gozo.
Jednym z nich był zlokalizowany zupełnie naprzeciwko Ta’Kola Windmill czyli po prostu wiatrak.
To jeden z nielicznych wiatraków na wyspie, który
przetrwał.Wzniesiony w 1725 r. , obecnie pełniący rolę małego skansenu. Można zajrzeć, jeśli ma się w cenie biletu-:)
Zrobiła się pora lunchu więc zaczęliśmy
szukać polecanej na blogu www.tasteaway.pl
restauracji Tal Furnar, ale była zamknięta. Zdaje się, ze często tak bywa w
czasie lunchu.
Głód zwyciężył i po prostu
usiedliśmy w knajpce na ryneczku, gdzie było najwięcej ludzi. Nazywała się Cafe Reale i śmiało można zjeść tam prosty, niedrogi lunch, jeśli Wam również zdarzy
się pocałować klamkę w Tal Furnal.
Chociaż
warto tak to czasowo zaplanować, by na lunch dotrzeć do stolicy Gozo- Victorii
( dawna nazwa: Rabat) a konkretnie do zlokalizowanej w obrębie samej cytadeli
rodzinnej restauracji
Ta’ Rikardu. Jedzenie wyglądało obłędnie, ale będąc po obiedzie
skusiliśmy się tylko na kawę, desery i robione przez nich wino rose.
Płaskie
wzgórze, na którym stoi XVII- wieczna cytadela pełniło funkcje obronne już w
epoce brązu. Obecnie jest głównym punktem orientacyjnym na wyspie oraz jego
największą atrakcją turystyczną.
Warto zwiedzić barokową katedrę zaprojektowaną na planie krzyża łacińskiego przez
maltańskiego architekta Lorenzo Gafę. Ciekawostką jest, że gdy zabrakło
funduszy na ukończenie kopuły zastosowano iluzjonistyczne malowidła, które
sprawiają wrażenie jakby zostały wykonane na sklepieniu.
Posiadając
bilet „Disover Gozo Family” można zajrzeć również do Old Prison, czyli dawnego więzienia.
Nie
przedłużamy wizyty na cytadeli, bo czekają na nas kolejne atrakcje Gozo.
Spóźniliśmy
się ponad dwa lata, by zobaczyć słynne, znane z pocztówek Azure Window ( Lazurowe Okno), które runęło do morza w marcu 2017.
Jednak samo miejsce Dwejra to niezwykle
urokliwa zatoka ( Dwejra Bay) u której ujścia znajduje się intrygująca Fungus Rock (
Grzybowa Skała)-skalista wysepka o powierzchni 0,7ha i wysokości 50m n.p.m,
wieża oraz tzw. Inland See- „wewnętrze morze” do którego można popłynąć
łódeczką za jedyne 4 EUR.
Kolejnym
obowiązkowym punktem do zwiedzenia na Gozo jest Marsalforn- nie kąpielisko, bo te wygląda słabo, ale saliny ( salt pans).
Saliny rozciągają się na przestrzeni 3 km i dzięki nim produkuje się tutaj tony
soli- fascynujący widok!
Początkowo
chcieliśmy zakończyć dzień kąpielą w Wied
Il-Ghasri- miejscu bardzo polecanym przez autorów przewodnika Lonely
Planet. Sam wąwóz faktycznie jest urokliwy i stosunkowo trudno do niego dotrzeć
( szczególnie komunikacją miejską), ale nam marzyła się kąpiel w otwartym
morzu.
Kąpiemy
się ostatecznie bardzo blisko naszego B&B Cusano w Nadur, na plaży San Blas, do której z parkingu prowadzi
stroma droga. Plaża jest pusta, bo jest już późno, ale ponoć rzadko bywa
zatłoczona właśnie ze względu na strome zejście. Rezygnujemy z pomarańczowego piasku i kapiemy się na kamieniach.
Na
pożegnanie Gozo rezerwujemy stolik w restauracji poleconej przez Popka- Contry Terrace w miejscowości Mgarr. To
raczej jedno z tych miejsc, które trzeba wcześniej rezerwować i nałożyć na wieczór
sukienkę/ koszulę. Zależało nam, by zjeść tam kolację a jedyna wolna godzina
była to 22.00- dużo za późno by móc cieszyć się kolacją i dać radę ją zjeść-
część tapas zapakowano nam na śniadanie. Ale restaurację polecamy!
https://www.country-terrace.com/
































































































Komentarze
Prześlij komentarz